Pasażer dnia: 800 metrów i awantura (+/-/$) – 26.02

By | Luty 27, 2016

klient_w_krawaciePomysł na cykliczną sekcję, minusów raczej nie będzie za dużo, ale pomysł na wpis, a w konsekwencji – cykl, inspirowany jest bezpośrednio jedną z mniej przyjemnych podróży. Więc od tego zacznę.

W trakcie pisania: początkowo zakładałem najfajniejszego pasażera dnia (i czasem tego najmniej fajnego), pisząc pomyślałem też o aspekcie finansowym, który może być ważny dla niektórych Czytelników. Dzisiaj mamy DuobleCombo (przy okazji był prawdopodobnie najmniej płatnym kursem w mojej historii 😉

– (pierwszy i – mam nadzieję – ostatni)

Zlecenie na luksusowym osiedlu, pasażer pojawia się po 5 minutach. Kurs dwie ulice dalej, 800 metrów, według nawigacji i aplikacji Uber, ale ok. Ma prawo, mi jako kierowcy to nie przeszkadza, i tak tam byłem, jako człowiek nie rozumiem 😉

Jedziemy. Po starcie dzwoni do córki, rozmawia całą drogę, ale ok (choć mógłby robić to ciszej). Nagle szybko kończy rozmowę i mówi, żeby zwolnił, bo nie jest pewien, czy dobrze wpisał adres i to chyba gdzieś tutaj. Zwalniam z tych 50, ale „TO TU JUŻ! PROSZĘ ZATRZYMAĆ!!!”, więc zatrzymuję, rozumiem, że jak ktoś na 800 m wzywa kierowcę, to każdy metr ma znaczenie.

„NO CO PAN ROBI!!! WSZYSTKO MI SIĘ TU WYSYPAŁO!!!” – okazało się, że siedząc na prawym siedzeniu kanapy i wypatrując lokalizacji, na lewym zostawił jakąś papierową torbę, z jakimiś lekkimi rzeczami (kilkoma). W czasie hamowania torba położyła się na siedzeniu, a przedmioty wyturlały… Nie wiem, co to było, nic się nie popsuło, tylko wysypało. (A, i nie jechał do córki, tylko „rozmawiać” z kolegami 😉

Afera, musiał pozbierać, wychodził bardzo niezadowolony. Bez komentarza chyba, bo co komentować? Dałem mu trzy gwiazdki i żałuję, że byłem tak szczodry. Ciekawe ile dostałem?

+/$

Wątek $ z kontekstem, zresztą kontekst też miał plusy 🙂 Zaczynałem dzisiaj Ubera koło 16 w okolicach zjazdu z autostrady na Ursynowie. Pasażer na brzegu Pileckiego. A właściwie Pasażerka, wychodzi dość szybko, z rzucającą się w oczy ognistą rudością. Kurs pod Piaseczno, jechałem z tamtej strony, Puławska mocno ściśnięta (piątek), więc spędzimy razem pół godziny. Chwilę gadamy, po czym zatapia się w telefonie, a kiedy zapada cisza, w radio (akurat była Eska Rock) leci:

Po odwiezieniu przemiłej Lisiczki, nie zdążyłem dojechać do Puławskiej, kiedy odezwał się Pasażer z drugiej strony tej ulicy, równie daleko od Warszawy. Kolega siada z przodu (już wiadomo, że będzie miła jazda z gadką, wkrótce wpis o tym) i rzeczywiście jest, do centrum, też pół godziny, więc jest o czym pogadać, a nagle okazuje się, że czasu jest za mało w stosunku do tematów rozmów. To był też mój najlepszy kurs dnia ($), bo zapytałem jak jechać – nawigacja czasowo pokazywała obwodnicę. Tak pojechaliśmy, duży kilometraż, fajna kasa, ale przede wszystkim – jak powyżej, do Gdańska byśmy jechali, a nie przestalibyśmy gadać przez siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *